Główna    Wyprawy  
   
O mnie    Galeria zdjęć
 

  

 

Choroba zakrętowa

                   

 

   Bez kozery mogę się przyznać, że jestem pierwszym osobnikiem naszej populacji, który odkrył u siebie symptomy choroby zakrętowej. Tak! Zakrętowej! A co to takiego? Jak każda przypadłość tego typu (mam na myśli chorobę lokomocyjną, morską, związaną ze zmianą strefy czasowej, itd...) i ta ma swoje podłoże w środkach lokomocji. Aby ją zrozumieć trzeba jednak wyjaśnić sobie jeden fakt dotyczący tzw. ciągów komunikacyjnych w górzystych obszarach lasów tropikalnych. 

 Otóż ciągi owe to nic innego jak wyrąbane w lesie trakty, straszliwie wyboiste (co może dawać objawy choroby morskiej), pnące się po zboczach gór aż do skutku, tzn. do osiągnięcia celu. Niestety jak każde góry tak i te w Ameryce Południowej nie posiadają stoków idealnie gładkich lecz pełne są żlebów, załomów, wąwozów i różnego rodzaju wklęsłości i wypukłości. I z tego właśnie względu przeprowadzenie drogi w takim terenie wymaga użycia krzywizn o zróżnicowanym promieniu, popularnie zwanych zakrętami. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że podróż taką drogą trwa straszliwie długo (co może dawać oznaki choroby związanej ze zmianą strefy czasowej) i powiązane jest z kilkoma bardzo drażliwymi zachowaniami. Po pierwsze, pokonywanie zakrętów powoduje zmienne działanie siły odśrodkowej co w rezultacie objawia się rzucaniem po całej wolnej powierzchni pojazdu (o ile taka istnieje) lub przymusowym przytulaniu się do sąsiada należącego niekoniecznie do tego samego gatunku (wewnątrz bowiem nie zawsze podróżują tylko ludzie). 

   Po wtóre drogi są tak wąskie, że nie ma fizycznej możliwości wyminięcia się na drodze dwóch samochodów jednocześnie wobec czego kierowcy aby uniknąć bezpośredniego kontaktu z nadjeżdżającym z naprzeciwka innym pojazdem przed każdym zakrętem z uporem maniaka naciskają na klakson. Biorąc pod uwagę liczbę pokonywanych zakrętów, łatwo oszacować liczbę trąbnięć. Wynik może powalić i jest liczbą na pewno z większą ilością zer niż kwota na moim koncie bankowym... Uwzględniając jeszcze to, że w pojeździe ryczy muzyka "na to samo kopyto", dzieci pasażerów czasami płaczą a czasami wymiotują i płaczą, jest gorąco i niewygodnie a bus zbliża się do kolejnego zakrętu, łatwo odgadnąć myśli czające się w niektórych głowach... Czy w takich warunkach możliwym jest zachowanie równowagi psychicznej? (Odpowiedzi proszę nadsyłać na kartach pocztowych z dopiskiem "AutoStop").

 

.::POWRÓT::.