Główna    Wyprawy  
   
O mnie    Galeria zdjęć
 

  

 

Kawa

                   

 

   Dwie kopiate łyżeczki do szklanki, wrzątek do pełna, cukier i pijemy. Gęsty, fusiasty płyn. Czasami używamy ekspresu albo (co gorsze) kupujemy jakiś substrat w proszku i śmiemy nazywać to kawą. Nawet w najśmielszych snach nie dopuszczamy do siebie myśli, że są miejsca na świecie, w których taki rytuał to szczyt dziwności... Niestety i mnie nie ominęło rozczarowanie:-)

  Z reguły rano jada się śniadania. Zwyczaj taki panuje wszędzie i co do tego nie należy mieć żadnych złudzeń. Różne jednak panują zwyczaje z tym związane. Oczywiście w żaden sposób nawet nie próbowałem zmieniać ustalonego porządku. Codziennie więc rano jadłem śniadanie. A do śniadania, jak to również jest w zwyczaju, można lub należy coś wypić. No i znowu nie pomijałem tego etapu. Co w takim razie ciekawego może się wydarzyć przy takim śniadaniu? Ano może!

-Dla mnie trzy bułki z jajkiem i kawa z mlekiem - wyrecytowałem tradycyjne zamówienie, jakie składałem niskiej Indiance o tym samym wyrazie twarzy każdego dnia. Po 10 minutach bieganiny i krzątaniny pojawiła się dziewczyna (inna niż ta, która odbierała zamówienie) i przyniosła mi kufel z grubego szkła, z uchem o pojemności ok. 0,4 litra wypełniony prawie po brzegi ciepłym mlekiem. Patrzę z konsternacją. Miała być kawa jest mleko. Zmiana zamówienia to kolejne 10 minut. Głodny jestem... Co tu zrobić? Może przyniesie właściwy trunek wraz z kanapkami??? Kanapki przyszły, zawartość naczynia się nie zmieniła. Posiedziałem, podrapałem się po głowie, popatrzyłem na "kelnerkę" potem na mleko. Chyba zrozumiała. Podeszła. 

-Coś nie tak? - zapytała. 

  Popatrzyłem jeszcze raz na mleko. Ona ze zdziwieniem popatrzyła na mnie, wzięła do ręki małą buteleczkę z sosem sojowym, wstrząsnęła, spojrzała pod światło, jeszcze raz popatrzyła na mnie, odstawiła butelkę na stolik i poszła. Wziąłem więc teraz ja do ręki ów nieszczęsny sos sojowy, odkręciłem zakrętkę i... o rany, to nie sos, to KAWA, a raczej jej koncentrat. Teraz to już wiedziałem co zrobić. Dwie łyżeczki do kufla z mlekiem, które notabene okazało się być zawiesiną rozdrobnionego kożucha, hodowanego od kilku dni poprzez ciągłe podgrzewanie i ochładzanie ogromnego gara o różnym stopniu napełnienia cieczą (=raczej rzadko mytego). Jeszcze 3 łyżeczki cukru z mrówkami, zamieszać i... mleko z kawą gotowe.

  Podobnie wygląda sytuacji jeśli zamówi się kawę BEZ MLEKA. Dostaję się wówczas filiżankę pełną wrzątku (czasami lekko przestudzonego) i "flaszeczkę sosu sojowego lub przyprawy Magi".

  Oczywiście należy pamiętać aby nie dodawać zbyt wiele koncentratu bo... mocna kawa szkodzi. Po co narażać się na dziwne spojrzenia, pełne niepokoju: Czy on to przeżyje? (Sprawdziłem na własnej skórze).

 

.::POWRÓT::.