Główna    Wyprawy  
   
O mnie    Galeria zdjęć
 

  

 

Moja para

                   

 

   Miałem parę przyjaciół... takich naprawdę od serca... i ta para zawsze pomagała mi, kiedy byłem w Ameryce Południowej. Bez tej pary męczyłbym się niemiłosiernie! Tą ulubioną parą były moje... gumiaki! Może się to wydawać śmieszne, ale to prawda. Czekały za każdym razem, kiedy przyjeżdżałem. Cenna to para... zakupiona w Polsce i wyeksportowana na obcą ziemię. Bo TAM osoba o numerze stopy 45 to albo Guliver, albo ja! No więc moje wielkie polskie gumiaki pozostawały ukryte w pewnym miejscu w Ekwadorze jak drogocenny skarb. Z taką parą to można było daleko zajść, bo kiedy tylko zaczynało padać z dumą zaczynałem obnosić się w moich gumiakach. I nie straszne było już błoto, chlapa, strumienie wody... Nie trzeba nawet patrzeć pod nogi idąc po ścieżce, bo gumiaki były na tyle wysokie, że prawie nic się nie przelewało górą... tylko czasami, kiedy zassało takiego gumola, to człowiek wyskakiwał z kałuży, i owszem,  ale tylko w jednym bucie... Wtedy trzeba było ustać na jednej nodze, żeby nie wpaść całym swoim jestestwem w to błociaro (wtedy też był najlepszy czas na używanie słów niecenzuralnych wszelkiej maści i kalibru). No i była kupa śmiechu, jeśli jednak to jestestwo ucierpiało delikatnie... hihihi...

    Chlup, chlup... mlask, mlask!

    Wszedłem kiedyś do sklepu z butami w Oxapampie, w Peru i wywaliłem przysłowiowe gały na wierzch. Wiecie co zobaczyłem??? Białe jak śnieg gumowce. Pomyślałem sobie, że pewnie to najlepsze buty do garnituru. I jeszcze ta myśl nie zaginęła w bezmiarze moich szarych komórek, gdy do sklepu wszedł jakiś urzędnik. Koszula z kołnierzykiem, krawat, spodnie w kratkę i... BIAŁE GUMOWCE. Zbieg okoliczności???

    Od tej też pory zacząłem twierdzić, że jestem geniuszem ;-)))

 

.::POWRÓT::.