Główna    Wyprawy  
   
O mnie    Galeria zdjęć
 

  

 

Stacja benzynowa

                   

 

   Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego niż tankowanie paliwa do samochodu. Wielki mi wysiłek podjechać na stację, gdzie natychmiast podchodzi uśmiechnięty pan, otwiera bak, nalewa paliwo, odbiera należność i jeszcze za wszystko dziękuje. W międzyczasie wydekoltowana dziewczyna, wypinając się niemiłosiernie czyści szyby, reflektory... i jeszcze zakupy w całodobowym sklepie. A później w drogę! Silnik pracuje idealnie na etylinie Eco98 Super Extra Plus bez ołowiu, dodatkowo uszlachetnianej... 

   Kiedyś potrzebowaliśmy kilka litrów paliwa. Byliśmy dość daleko od większego miasta wobec czego zostaliśmy zmuszeni do postarania się o zatankowanie na miejscu. Powiedziano nam, że kilkaset metrów w górę drogą jest stacja paliw. Pojechaliśmy. Trzysta, czterysta, pięćset metrów i nic nie widać. Żadnego zadaszenia, dystrybutorów, nie wspominając już o wydekoltowanych dziewczynach... Pytamy powtórnie... 

-A tak! Jest, w tym "garażu".

Podjeżdżamy. Pustka. Pomyłka? Nie, wychodzi chłopiec. 

-Jest benzyna? - pytamy. 

-Jest. A do czego potrzebujecie?

-Do małego generatorka prądotwórczego.

   Chłopak drapie się po głowie - będą problemy. Cóż się okazuje? Benzyna jest i owszem... w wielkich beczkach pod dachem tyle, że z dodatkiem kurzu, pyłu, deszczówki i różnego rodzaju owadów, tragicznie uwięzionych w śmiertelnej pułapce o liczbie oktanowej około 84. Do jej nalewania nie służy dystrybutor ale wiaderko walające się gdzieś po podwórku i lejek (równie brudny jak wiaderko) obleczony kawałkiem starego T-shirta. Tej benzyny niestety nie kupimy. Trzeba jechać do miasta.

   Mimo, że nas taka stacja benzynowa odstraszyła całkowicie, to na jej usługi są jednak chętni. Należą do nich kierowcy kursowych busików, którzy wolą tankować kilka razy po drodze kosztem mniejszej masy własnej samochodu a tym samym większej liczby przewożonych osób. Jakoś trzeba żyć!

   Sam proces tankowania wygląda równie oryginalnie jak sama stacja. Brudne wiadro dostępuje łaski bycia potrzebnym, podobnie jak lejek i stara koszulka. Właściciel nachyla się nad beczką, zanurza wiadro, nabiera paliwa, bierze lejek, podchodzi do samochodu i tankuje. Czasami w jego oczach można zobaczyć zmieniające się cyferki licznika zatankowanych litrów paliwa oraz należności za usługę. Gotowe. Sprzedawca zaciąga się papierosem beztrosko zwisającym do tej pory z kącika ust... Takie życie;-)))

 

.::POWRÓT::.