Główna    Wyprawy  
   
O mnie    Galeria zdjęć
 

  

 

Obcokrajowcy, czyli rasizm w wersji soft

                   

 

   Podróżując spotykamy różnych ludzi, którzy podobnie jak my znaleźli się w danym miejscu z przyczyn turystycznych. Nie wiem czy to tylko moje odczucia, ale osobiście wolę unikać, lub dla własnego komfortu, nie zawierać znajomości z pewnymi indywiuami...

1. Niemcy, Angole i Francuzi... paskudne nacje... najwięcej tychże spotkać można w wieku znacznie zaawansowanej młodości (znaczy zdecydowanie przekwitłych). Uważają siebie za pępki świata, olewają punktualność, skarżą i kablują, są gburowaci i dalece asocjalni. Nie znają języków, nawet na tyle, żeby próbować się w nich dogadać.

2. Słowacy, Czesi, Węgrzy, itp... spoko. Podróżują generalnie młodsi ludzie, dogadać się z nimi jest bardzo prosto przynajmniej w dwóch językach, są otwarci, zwarci i gotowi (tak generalnie...) Można się razem wybrać na piwo.

 3. Rosjanie (po mojemu Ruski)... cholera ich tam wie... podróżują generalnie ci bogatsi... Jeśli jednak ktoś miałby zgadywać jakiej jestem narodowości, to wolę, żeby mnie nazwał Ruskiem niż Niemcem! Zdarzało się to często, kiedy pytano po jakiemu mówię...

4. Żydzi... hmmm... tych to wszędzie pełno, w Ameryce Południowej jest nawet wiele hoteli z informacjami w jidisz... generalnie mają kupę kasy, przyjeżdżają się wyszumieć po krajowym praniu mózgu, podróżują przez wiele miesięcy, dużo piją, głośno się bawią, często w jednym basenie hurtem...:-))). 

5. Amerykanie... fuj... różowe góry sadła...:-))))

6. Polacy... są wszędzie ... jak szarańcza... Ale jak do tej pory Polacy podróżujący z plecakami okazywali się niezłymi kompanami, a Polacy ze zorganizowanych grup albo byli mili (jak byli trzeźwi) albo co najwyżej zdziwieni lub obojętni)... 

 

.::POWRÓT::.